02/07/2026
Pomysł potrafi zapalić do działania. W ferworze sprzyjających emocji, ekscytacji idziemy jak dzik w żołędzie. Wióry lecą przy planowaniu. Człowiek jest na fali.
Ma wizję.
Gdy inni jeszcze nam przyklasną, to mamy dodatkowe potwierdzenie słuszności swojego pomysłu. Gdy zapytamy chata GPT czy innego sztucznego asystenta, nie tyle nas poklepie po plecach, to jeszcze zapyta czy od razu ma zarysować strategię produktu.
Ten stan jest nadzwyczaj pociągający, jesteśmy pod wielkim wrażeniem samych siebie. Pojawia się przekonanie o swojej sprawczości.
Gdy jednak ktoś trochę skrytykuje nasz pomysł lub natkniemy się na raport, w którym statystyki nie są przychylne. Negujemy. Wiemy lepiej.
W końcu decydujemy się na realizację pomysłu. Mamy potwierdzenie w innych miejscach, że się uda.
Ktoś słusznie zauważył, że mamy dwa uda:
Albo się uda
Albo się nie uda
Które z nich stanie się prawdą - nie wiadomo.
Chciałam jednak zwrócić uwagę na sam pomysł oraz sprzyjanie tzw. gwiazd, dzięki którym podejmujemy decyzję, że w to brniemy. Wydawać by się mogło, że podejmujemy decyzje świadomie, roztropnie i logicznie.
Tutaj być może Ciebie zaskoczę. Bo nasz mózg potrafi płatać figle. Uwielbia skróty. Jeśli można coś obejść - obchodzi, by za dużo się nie wysilać, by gromadzić energię na bardziej (wg niego) wyjątkowe i energożerne sytuacje.
Zostało to zauważone, zbadane i nazwane. I tak np. Daniel Kahneman otworzył przed nami świat błędów poznawczych.
Jednym z nich jest błąd potwierdzenia (confirmation bias). Oznacza to, że podświadomie szukamy potwierdzenia naszych tez i pomysłów. Zwracamy bardziej uwagę na te dane, które są nam przychylne. A AI jest świetny w utwierdzeniu i karmieniu naszego ego.
Bardzo łatwo zabrnąć w swój świat fantazji, wspierany dodatkowo halucynacjami sztucznej inteligencji.
Później zderzamy się z rzeczywistością. Lądowanie na Ziemi jest bardziej bolesne niż lądowanie na Księżycu. Kwestia przyciągania :) Możemy chodzić po powierzchni lub fruwać w oderwaniu od podłoża. Około 50% start-upów upada w ciągu 5 lat swojej działalności, a jednym z najczęstszych powodów jest niedopasowanie produktu do rynku (ok. 42%).
Co zatem warto zrobić, żeby sprawdziło się pierwsze “uda”? Na pewno zweryfikować, czy problem, który rozwiązujemy, rzeczywiście istnieje (czy istnieje tylko w naszej głowie). Wśród żywych, konkretnych ludzi. A następnie sprawdzić, czy nasz produkt rozwiązuje ten problem i przynosi wartość. Są do tego narzędzia. Bo trochę kiepsko budować coś co nie jest potrzebne i nie przynosi korzyści.
A jeśli zdarzy się, że zabrniemy ze swoim pomysłem w ślepy zaułek - prawdziwy świat nie zawali się - jedynie ten nasz, wymyślony. Można wyciągnąć wnioski i iść dalej.
Problem w tym, że my, tudzież nasze mózgi nie lubią się mylić, wolą tkwić w swoim świecie samouwielbienia.
Porzucenie swojego ulubionego pomysłu może być aktem odwagi. Im dalej zaangażujemy się w jego realizację, tym trudniej go porzucić, bo jesteśmy emocjonalnie związani.
Mam doświadczenie bolesnego lądowania na ziemi ze swoim pomysłem biznesowym. Zrealizowałam go, ostatecznie “nie siadło”. Czy były znaki, żeby jednak podejść do tematu inaczej - były. To trochę jak z zakochaniem, nie widzi się potencjalnych wad :)
Poznając bardziej siebie i tego w jaki sposób działa nasz mózg, pomaga w podejmowaniu lepszych decyzji. Sprawia, że jesteśmy bardziej świadomi i uważni na nasze naturalne, odruchowe tendencje. Dzięki temu mamy większą skłonność do korzystania z narzędzi, które sprawdzają problem i pomysł jego rozwiązania. A co za tym idzie - zmniejsza to ryzyko niewypału.
A jakie są Twoje doświadczenia? Zdarzyło się, że ze swoim pomysłem zabrnęłaś/zabrnąłeś daleko i na końcu okazał się on fiaskiem? :)
P.S. Jeśli masz ochotę pogadać przy wirtualnej kawie o swoich pomysłach lub projekcie, zajrzyj do kalendarza: https://www.cal.eu/natalia-winiarz/30min