23/08/2026
Za co kocham Kawasaki?
Za absurd. Jeżeli ichnie stare "gruzery" i ENDuro potrafiłyby mówić, głosiłyby głosem Tomisława Apoloniusza "Legendę o śnieżnym koczkodanie"...
Miałem ostatnio kilka "puszek pandory", gdzie motor wjeżdża na drobną regulację gaźnika, a wyjeżdża z wymienioną/zregenerowaną połową podzespołów. Jednak ta Kawka przebiła wszystko i udowodniła tym samym, że stare gaźnikowce są prawie lepsze od pokowidowych wtryskowców 😏
Wystarczy:
1. kupić motor z 1993r
2. wymienić mu oponki na wiosnę 2000r
3. po 26 sezonach stwierdzić, że z dnia na dzień rzucił palenie i przyprowadzić go do mnie, żeby mieć spokój na kolejne ćwierć wieku
No dobra, za jedno Kawasaki lubię - za gumy. I serio, nie zgrywam się - dzisiejsze membrany, króćce, uszczelniacze, węże to w porównaniu do tego szpeju sprzed 33 lat nieporozumienie.
No dobra, ale gdzie ten absurd zapytasz?
1. wyjmij z zas(t)(r)anego motocykla gaźniki
2. dodaj poprawkę, że architekturę dolotu i peryferiów narysował TEN mózg z Kawasaki
3. przy okazji nie proszony zajrzyj przypadkiem do układu chłodzenia
4. nie pytaj o Polskę...
Stare Kawasaki zawsze było takim Dnieprem Japonii. Tu jest ten absurd. Bo jak i w przypadku Dniepra intencje konstruktorów były szczere, dobre i wzniosłe, to nie pykło pod kątem pomyślenia o "drobnych szczegółach", które z rutynowego niedzielnego serwisu robią mechanikom Wietkong. Z tą różnicą, że Dniepr nie jeździł, Kawasaki już tak. Nie wiem, może jednym lub drugim wódki zabrakło. Czy tam sake...
No dobra, garść faktów:
1. moto z REALNYM nalotem 18k km
2. poziom zaniedbania w skali 1-10 w chwili przyjazdu do mnie na przyczepie: 10
3. czy będzie to jeździć? Przywiezie Twoją starą z nowym gachem na Twój pogrzeb
To chyba tyle. Miłego dzionka i smacznej kawusi 😘