09/08/2026
Daj się zaskoczyć... wychodząc ze swojej strefy komfortu :) Historia #9/10
Hej hej Moi Mili! 🥰
To już przedostatnia historyjka o ostatnich 3 latach Artianette, którą chciałabym się z Wami podzielić. I chyba jedna z tych, które najbardziej pokazały mi, po co właściwie to wszystko robię. ❤️ Ta historia wydarzyła się w tym roku. W roku, w którym po raz kolejny odważyłam się zrobić coś nowego… mimo że kompletnie nie wiedziałam, co z tego wyjdzie. ;)
W tym roku Artianette zadebiutowało na zlotach! 🎉 Najpierw był Kraków, a później mój rodzinny Wrocław. I powiem Wam jedno — zloty to jest zupełnie inna para kaloszy! 😂 Dla marki, która do tej pory miała TYLKO papiery digi, przygotowanie stoiska, drukowanie wszystkiego, pakowanie, przewożenie i cała reszta była naprawdę ogromnym wyzwaniem. No i oczywiście… kosztowała też sporo pieniędzy. ;)
Mogę podsumować pierwszy zlot trzema słowami:
Stres. Stres. I jeszcze raz stres. 😂
Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, jak dobrze wyposażyć stoisko. Nie wiedziałam, ile czego wydrukować. Nie wiedziałam, czy w ogóle sprzeda się to, co tak dobrze sprzedaje się w sklepie. I nie wiedziałam też, że inwestycja w pierwszy zlot AŻ TAK BARDZO mi się nie zwróci. ;)
Czy się podłamałam? Tak.
Czy się poddałam? Nie. 💪
Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Tym razem we Wrocławiu. Tym razem przez 3 dni, a nie jeden. ;) Sam fakt, że znalazło się tam dla mnie miejsce, był już dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. ❤️ Przeanalizowałam wszystko, co poszło nie tak za pierwszym razem, zmieniłam kilka rzeczy, dodałam sporo nowych produktów i… zaczęło się od nowa. Stres. Stres. I jeszcze raz stres. 😂
Ale tym razem… BYŁO DOBRZE! ❤️ Nawet bardzo dobrze. W pewnym momencie zaczęło być tak dobrze, że z dnia na dzień dodrukowywałam papiery, które kończyły się najszybciej. I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Coś, co do dziś bardzo dobrze pamiętam i co chyba zostanie ze mną na długo. ❤️
3. dzień zlotu. Poprzedniego dnia obiecałam, że znowu dodrukuję moje myszki, które tak bardzo Wam się spodobały. Z serkami, tańczące — były różne. 🐭🧀 Rano rozkładam stoisko przed otwarciem. Podchodzą do mnie dziewczyny. Czekają. Patrzą, kiedy w końcu rozłożę wszystkie papiery. Widać, że nie mogą się doczekać. I nagle… „Daj je. Pomożemy!” Jedna z dziewczyn bierze ode mnie stosik świeżo dodrukowanych papierów, kilka innych ustawia się obok i zaczyna się akcja. 😂 Papiery wędrują z rąk do rąk. Dziewczyny wybierają swoje wyczekane wzory, przekazują je dalej, przekomarzają… A ja? Ja stoję obok i patrzę. I przez chwilę naprawdę nie wiem, co się dzieje. 😂
Zanim jeszcze rozpoczął się trzeci dzień zlotu… znowu zabrakło mi niektórych wzorów. 😂
Ale wiecie co? Tym razem wcale się nie stresowałam. Bo właśnie wtedy zobaczyłam coś, czego nie da się zobaczyć przez ekran komputera. Zobaczyłam radość. Taką prawdziwą. ❤️ Zobaczyłam osoby, które czekały na konkretne papiery, które wiedziały, co chcą! Które cieszyły się, że w końcu mogą je dostać do ręki.
I chyba najbardziej utkwiło mi w głowie to, że one naprawdę chciały już… MÓC JE POCIĄĆ! 😂✂️ I nagle pomyślałam: „Kurczę… warto było.”
Warto było wyjść ze swojej strefy komfortu.
Warto było się stresować.
Warto było zainwestować.
Warto było pojechać.
Warto było spróbować jeszcze raz po pierwszym, niezbyt udanym zlocie. Bo zza ekranu komputera tego wszystkiego po prostu nie widać. Nie widzę, jak ktoś bierze do ręki mój papier i się uśmiecha. Nie widzę tego błysku w oczach, kiedy ktoś znajduje wzór, na który czekał. Nie widzę, jak ktoś pokazuje koleżance: „Patrz! Ten właśnie chciałam!” 🥹 A tam zobaczyłam to wszystko!
I chyba właśnie wtedy jeszcze mocniej zrozumiałam, że moje grafiki to nie są tylko pliki na komputerze. One później stają się czyimiś albumami. Kartkami. Journalami. ATCiakami ❤️ (jak na zlocie). Pamiątkami. Czyimiś małymi projektami, z których ktoś naprawdę się cieszy. ❤️ I to było dla mnie ogromne odkrycie.
Dziękuję Wam za tamtą chwilę, dziewczyny. ❤️ Jeśli któraś z Was to czyta — dajcie znać! 🥰
A ja? Ja wrócę do Was z ostatnią historią. I tym razem będzie trochę bardziej… przyszłościowo. 😉 Bo czasami wychodząc ze swojej strefy komfortu, trafiamy dokładnie tam, gdzie powinniśmy być. ❤️
Historia #10/10 już jutro + NIESPODZIANKA :)